wtorek, 6 kwietnia 2010

jedziesz Robert, jeeedziesz!!!

jesli nie najwieksza, to napewno 2-ga najwieksza atrakcja mojego pobytu w Malezji bylo Grand Prix Malezji w Formule 1.
juz wczesniej myslalem, ze byc moze moja trasa bedzie w ktoryms punkcie zbiezna z programem wyscigow w 2010r. tak sie stalo wlasnie w Kuala Lumpur. od razu pierwszego dnia po przylocie z Indonezji, zobaczylem w miescie plakaty reklamujace to wielkie wydarzenie, co by nie mowic, sportowe. mialo sie odbyc w dniach 2-4 kwietnia. zgodnie z najnowszym planem podrozy, mialem w tych dniach byc juz w Wietnamie, ale... mialem, a nie musialem.
przelozylem wiec wyjazd o 4 dni i przez internet kupilem bilet sprawdzajac wczesniej jaki dokladnie bede mial widok z mojego krzeselka, ile zakretow bedzie widac, jakie proste itp. wydawalo mi sie, ze dokonalem optymalnego wyboru majac na pierwszym planie prosta, a w tle dwie proste i trzy zakrety. a do tego dach nad glowa, bo jednak tu zdarza sie, ze pada. codziennie tak sie zdarza.
nie bede wam relacjonowal wyscigu minuta po minucie, bo juz dawno to sami przezywaliscie przed telewizorami, a jesli nie, to przynajmniej w wiadomosciach albo od sasiadow dowiedzieliscie sie komu jak poszlo. zreszta ja sam nie bylem w stanie tak dobrze kontrolwac calosci wyscigu, bo widoku z mojego krzeselka nie zaslanialy zadne telebimy i nie widzialem, kto zajmuje jaka pozycje. natomiast przyspieszajace do maximum bolidy skutecznie zagluszaly resztki komemntatora starajacego sie dotrzec do mnie poprzez szczelnie wscisniete zatyczki do uszu (koniecznosc na wyscigach!).
w hostelu byli praktycznie tylko fani F1, a jesli ktos przyjechal do KL przypadkowo w czasie wyscigow, to chcac-nie-chac fanem zostawal. ja poznalem Jana, sasiada zza Odry i zagorzalego fana wyscigow. od razu pierwszego dnia, 2/04 pojechalismy ogladac treningi. zdarzylismy tylko na ostatni, bo niestety dojazd z centrum KL do toru oddalonego o 70km zajmowal nam prawie 3 godziny. w piatek jednak wstep byl darmowy i moglismy zwiedzic caly tor i zobaczyc wyscigi z tych miejsc, z ktorych nie bedziemy mogli w sobote i niedziele. a ja przekonalem sie na wlasnej skorze (raczej na wlasnych bebenkach), ze w nastepne dni bede musial brac ze soba zatyczki do uszu.

w sobote po ostatnich treningach, ktore odbyly sie w piekacym sloncu i temperaturze 34 stopni, przyszedl czas na kwalifikacje. niecala minute przed startem zaczal padac deszcz, wiec treningi z poprzednich dwoch dni na nic sie zdaly - wszystkie odbyly sie na suchym torze. na zdjeciu ponizej widzicie Kubice upewniajacego sie, czy rzeczywiscie pada...
nad torem Sepang International Circuit zbieraly sie coraz ciemniejsze chmury,
wyscig w koncu zawieszono po tym jak tor zmienil sie w rzeke.
chwile jeszcze burza krazyla wokol nas,
ale po kwadransie przestalo juz tak mocno padac i wyscig wznowiono na ostatnie 7 minut. Robert bedzie startowal z 3ciej linii.

po lacznie 6 godzinach spedzonych w pociagach i autobusach, a takze kilku godzinach w hostelu, w niedziele pojawilem sie znowu na torze. dzis od poludnia mialy byc rozdawane autografy, a po poludniu wyscig - prawdopodobnie znowu w deszczu. poniewaz jak zwykle z Janem mielismy po drodze jeszcze sporo rzeczy do zalatwienia - miedzy innymi wywolanie zdjec z wczoraj zeby zebrac autografy, przyjechalismy doslownie i w przenosni za piec dwunasta.
kolejka do stolow, przy ktorych mieli pojawic sie kierowcy konczyla sie chyba za horyzontem, wiec tego konca nawet nie probowalismy znalezc. ruszylismy sciskani i pchani przez tlum i mniej wiecej w polowie drogi dowiedzielismy sie, ze co 20min kierowcy beda sie zmieniac i beda dawac tylko po jednym autografie na osobe. szkoda. bedziemy miec szczescie jesli trafimy na tych, na ktorych chcemy, a polowe odbitek mozna oddac ludziom w tlumie.
tuz przed stolami bylem jeszcze przed Kubica. tak jak dziesiatki innych, czekajacych na swoich idoli, wsrod Chinczykow zdzierajacych gardlo krzyczeniem "Kubica, Kuubicaaa!" przepuszczalem tloczacych sie za mna. ruszylem do ataku kiedy Robert siedzial juz z dlugopisem w reku. podpisal mi sie na zdjeciu z wczorajszych kwalifikacji, jak jedzie wyrzucajac chmure wody spod bolidu. podobnie Mark Webber zostawil mi swoj autograf na zdjeciu swojego bolidu, zrobionym w piatek.
przez kolejne pare godzin w oczekiwaniu na rozpoczecie wyscigu siedzielismy na trawie z Janem i Alexandra - jeszcze wieksza fanka F1 z Wegier, popijajac malezyjskie piwo Tiger i wznoszac dyplomatyczny toast "let the best win".
wyscig trwal dwie godziny, podczas ktorych nie spadla kropla deszcu.
za to pare bolidow wypadlo z trasy, oprocz Schumachera tez Vitaly Petrov z zespolu Roberta. stalo sie to akurat naprzeciwko mojej trybuny.
potem wracal do pita jako pasazer skutera.
na ceremonie wreczenia nagrod nie udalo mi sie juz dobiec (na przeciwna trybune). na jednym z 200 zdjec zrobionych w tzw. trybie paparazzi nad glowami tlumu, widac podium i trzech pierwszych kierowcow (Vettel, Webber, Rosberg). w odpowiedzi na aplauz Vettel jeszcze wrocil na bis i dzieki temu zrobilem lepsze zdjecie.
wyscig sie skonczyl, emocje opadly, a korki i tlumy wokol toru zaczely...

4 komentarze:

  1. bardzo fajna relacja jak zawsze w Twoim wydaniu zresztą.
    Tylko jakbym się miał przyczepić to
    "wyscig w koncu zawieszono po tym jak tor zmienil sie w rzeke"
    Zawieszono kwalifikację :p
    pzdr sas

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. dzieki, ciesze sie ze "jak zawsze w moim wydaniu" sie podoba... ;)
    rzeczywiscie, moglbys sie przyczepic, ale... czy kwalifikacja nie jest wyscigiem? a moze to teraz ja sie czepiam?;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. zdecydowanie nie są :)
    sas

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. ale przeciez sie scigaja o najlepsze miejsca startowe? wiec w tym sensie to jest wycig... ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze