czwartek, 1 kwietnia 2010

Malezja

herbata? tak, garsc poprosze

uciekajac przed upalem panujacym w calym regionie, schronilem sie na kilka dni na wyzynach na polnoc od Kuala Lumpur. niby jest to tylko 1000m nad poziomem moza, ale temperatura jest w dzien nizsza o cale 10 stopni - jest wiec tylko kolo 25. w hostelu, a raczej hangarze, w ktorym mieszkalem, pierwsze moje pytanie bylo dlaczego nie ma klimatyzacji, ani chociaz wiatraka? oszczednie do tej pory bralem zawsze pokoje bez klimatyzacji, ale wiatrak ratowal zycie - zarowno przed upalem jak i przed komarami, ktore trzymaja sie z daleka od tak wentylowanych pomieszczen. w recepcji z usmiechem odpowiedzieli, ze w nocy nie jest na tyle goraco, zeby klimatyzacja czy chociaz wiatrak byly potrzebne. rzeczywiscie, piszac wieczorem poprzedni wpis na blogu, siedzialem w bluzie z kaputrem...

najwieksza atrakcja i dla mnie w zasadzie powod, dla ktorego tu przyjechalem, byly uprawy herbaty. nie raz widzialem te piekne ujecia w reklamach w telewizji, teraz chcialem to zobaczyc na wlasne oczy. no i oczywiscie uciec na chwile od upalow.
w okolicy miasteczka Tanah Rata, gdzie sie zatrzymalem, wiekszosc dolin jest calkowicie obsadzonych krzewami herbacianymi. tu jest dla nich odpowiedni klimat, tu rosna dobrze i liscie sa wystarczajaco aromatyczne, zeby nadawaly sie do picia. i co najwazniejsze, na tyle smaczne, ze mozna na tym zarobic zbierajac, suszac, pakujac w torebki i sprzedajac.

plantacje sa otwarte, mozna je bez problemu zwiedzac, przechadzac sie miedzy rzedami rowno wystrzyzonych zywoplotow herbacianych. nie mozna jedynie zrywac lisci. od zrywania sa specjalnie wyekwipowani pracownicy -
maja stylowe kosze na plecak i bardzo zmyslne sekatory z pojemnikami zamontowanymi u spodu, gdzie zbiera sie to, co zetna. potem jednym wprawnym ruchem przerzucaja zawartosc tych pojemnikow nad glowa do kosza, ktory niosa na plecach.
przyznacie, ze wyglada to wspaniale.

w poszukiwaniu najpiekniejszego miasta na swiecie

juz prawie cztery lata minely od mojej wizyty w Makau. wtedy, juz chyba troche zmeczony Chinami upajalem sie czyms nowym - dawna portugalska posiadloscia z piekna kolonialna architektura, poprzetykana gdzieniegdzie chinskimi swiatyniami i... powstajacymi kompleksami kasyn. "azjatyckie Las Vegas", gdzie Kim Dzong Il uwielbia wydawac pieniadze otrzymane od organizacji humanitarynych, zauroczylo mnie chyba nawet bardziej niz jego. od razu stwierdzilem, ze jest to najpiekniejsze miasto na swiecie. teraz, za kazdym razem jak przeczytam w przewodniku, ze jakies miasto ma piekna architekture kolonialna, sliczne waskie uliczki, ogromne place, wpisane jest na liste UNESCO i jeszcze wiele innych dobrych rzeczy, od razu kupuje bilet i tam jade.
w przewodniku po Malezji czytalem o dwoch takich miasteczkach: Georgetown i Melaka.
Georgetown bylo stosunkowo niedaleko od plantacji herbaty i postanowilem zatrzymac sie tam na pare dni przed wyjazdem do Melaki. poniewaz historia polwyspu malajskiego jest bardzo burzliwa i przynajmniej jego czesc okupowaly chyba wszystkie narody europy, to spodziewalem sie do zobaczenia samego dobrego. owszem bylo ladnie (i goraco znowu), ale chyba Makau za wysoko ustawilo poprzeczke. Georgetown widac nie ma tyle pieniedzy do zainwestowania w remont i utrzymanie zabytkow, odkrycie starych uliczek z piekna kostka. wiekszosc kamienic jest szczelnie zaslonieta neonami i reklamami, a ulice pokrywa czarny asfalt, kotry nie topi sie nawet w takim upale...
Melaka miala byc juz perelka wsrod zabytkowych miejsc Malezji, wpisana na liste UNESCO stosunkowo niedawno, bo 2 lata temu. przyjechalem tam poznym wieczorem, po 600km podrozy trwajacej 11 godzin... pierwsze wrazenie bylo troche niesmaczne, bo wszystkie budynki podswietlone sa noca na kolor... czerwony.
pamiatki po sobie w Melace zostawili glownie portugalczycy i holendrzy. ci pierwsi przyjechali jako pierwsi i z ich fortu i kosciola zostalo niewiele wiecej niz z Palacu Saskiego w Warszawie
natomiast holenderski drewniany ratusz ciagle trzyma sie calkiem niezle. nawet mimo podswietlenia prosto z De Wallen...
cala starowka Melaki jest bardzo kompaktowa. sklada sie z jednego ronda, ratusza, informacji turystycznej i wzgorza z ruinami kosciola. oprocz tego miejscami z ziemi wystaja kawalki murow fortu portugalskiego.
cale szczescie, ze tylko to, bo w Kuala Lumpur, z chodnikow wystaja zdradziecko poukrywane sruby!

wszystko razem (lacznie ze srubami)

w Kuala Lumpur, czyli KL poprostu, wszystko jest ze soba zmieszane. wisienka na torcie jest oczywiscie biurowec malezyjskiej firmy z branzy paliwowej - Petronas Towers. do niedawna najwyzszy budynek na swiecie goruje nad miastem i widac go w zasadzie z kazdego punktu w KL.
nieopodal jest tez jedna z najwyzszych na swiecie wiezy, dodatkowo ustawiona na szczycie wzniesienia. ja rowniez widac z kazdego miejsca w miescie, a dodatkowo mozna wjechac na sam jej szczyt (czego nie mozna zrobic w Petronas Towers) i podziwiac stamtad widoki.
architektura z okresu panowania europejczykow, zdobione budynki jak z krainy 1001 i jednej basni, do tego biurowce i galerie handlowe w stylu arabskim. mieszaja sie tu trzy kultury tworzace Malezje: muzulmanie, hindusi i chinczycy. w dzielnicy chinskiej najwieksza chyba atrakcja jest bazar rodem z chin, pelen najbardziej luksusowych marek za cene 100-krotnie nizsza (i to bez targowania, z targowaniem moze byc 1000-krotnie taniej).
Little India jest poprostu pachnaca i pelna superaromatycznego i bardzo pikatnego jedzenia. piekne indyjskie budynki zamykaja z jednej strony glowny plac miasta - Merdeka Square.

i to w zasadzie byloby tyle jesli chodzi o moj krotki pobyt w Malezji. jeszcze jeden weekend i... czekajcie na wpis na poczatku przyszlego tygodnia!

poki co zycze wszystkim czytelnikom i milosnikom wesollych swiat, duzo zdrowia, szczescia, pomyslnosci i najwspanialyszch podrozy!
ppozniak

3 komentarze:

  1. Wesołych świąt tam na obczyźnie i wielu kolejnych ciekawych miejsc odwiedzonych na mapie świata.
    Rafał Z Holandii

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. dziekuje Robert,

    tobie tez zycze wszystkiego najlepszego na obczyznie, u ciebie przynajmniej ta sama kultura. ja od roku pisanek nie widzialem! ale smazony ryz z krewetkami i kurczakiem na wielkanoc, to tez ciekawa propozycja!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. niesamowicie wyglądają te plantacje :)
    sas

    OdpowiedzUsuń na zawsze