rok po powrocie znowu w trasie! teraz trochę bliżej i krócej, na ile budżet i urlop (już nie bezpłatny) pozwolił. plan był by przejechać w około dwa tygodnie z Warszawy do Helsinek i z powrotem. na północ wzdłuż wybrzeża, na południe wzdłuż granicy z Rosją. po drodze oczywiście zwiedzanie niezliczonej ilości zamków i pałaców, czy po prostu małych urokliwych miasteczek na Litwie, Łotwie, w Estonii...
zaczynamy!
pierwszym etapem była wschodnia Litwa. piękną drogą (w dużej mierze) ekspresową S8 Warszawa-Białystok szybko dotarliśmy do granicy, zaraz za którą złapała nas "kochająca" Polaków litewska policja. potem już poszło gładko i na noc dojechaliśmy do pierwszego przystanku, jakim było Kowno.
bardzo ładna kompaktowa, nieduża starówka i resztki bardzo starego zamku krzyżackiego. pierwszy z wielu, bardzo wielu, jakie będziemy oglądać...
z Kowna trochę naokoło pojechaliśmy nad morze. najpierw przez Sapieżyszki (Zapyskis) nad Niemnem. jest tam pięknie położony kościół z czerwonej cegły. dla samego widoku warto było pojechać.
później jeszcze oglądaliśmy Czerwony Dwór (Raudondvaris), który jednak był remontowany i widzieliśmy tam wszystko poza... czerwoną częścią dworu. czyli w zasadzie tylko starą pomarańczarnię i kilka budynków gospodarczych...
było nam strasznie nie po drodze nad morze i pojechaliśmy jeszcze do małej miejscowości Kiejdany (Kedainiai). było tam cicho i spokojnie, i zjedliśmy pyszne bliny i zeppeliny.
w końcu późnym popołudniem dojechaliśmy do Kłajpedy. na kilka dni. trochę zwiedzania, trochę plażowania.
z plażowaniem było ciężko, bo jedyny hotel w rozsądnej cenie, jaki znaleźliśmy był na przedmieściach, daleko od plaży na parterze bloku z wielkiej płyty. zanim dostaliśmy się do centrum i jeszcze potem promem na Mierzeję Kurońską, gdzie plaże są najładniejsze w okolicy, minęła połowa dnia. a w drugiej połowie dnia przyszła burza i uciekaliśmy w popłochu na prom. ponieważ po burzy bardzo się ochlodzilo i już się nie wypogodziło do następnego dnia, to ze zwiedzania też za wiele nie wyszło. mnie najbardziej podobał się budynek uniwersytetu.
pojechaliśmy dalej na północ, do litewskiego Sopotu, czyli Połągi zatrzymując się jeszcze po drodze w Kretyndze. w Kretyndze nie było zbyt ciekawie, poza pałacem Tyszkiewiczów w cudowny sposób sprofanowanym przez komunistów poprzed dobudowanie do niego szkoły i osiedla robotniczego w ogrodzie...
natomiast w Połądze pałac tej samej rodziny ostał się jedynej słusznej władzy, plaża była piękna, a tutejszy monciak pełen turystów.
i to był ostatni przystanek na Litwie. kilkadziesiąt kilometrów dalej przekroczyliśmy dawną granicę litewsko-łotweską i zatrzymaliśmy się w Lipawie (Liepaja). miasto też położone nad morzem, ale już zdecydowanie nie kurort. największymi atrakcjami są kościół Trójcy Świętej, który ma podobno wyjątkowe organy, ale przede wszystkim świetny widok ze szczytu wieży kościelnej:
ponadto warta obejrzenia jest dzielnica Karosta wybudowana na rozkaz cara Mikołaja II. przez wiele lat była zamknięta i była bazą wojsk ZSRR, a teraz... popada w ruinę. ciągle dobrze trzyma się most i dawny areszt, który obecnie jest muzeum, a w ofercie ma także usługi noclegowe.
na sam koniec chcieliśmy obejrzeć cerkiew św. Mikołaja w pobliżu Karosty, jednak ciężko było ją znaleźć. została szczelnie zabudowana obrzydliwymi blokami. na zdjęciu widzicie piękną cerkiew, a na filmie poniżej także przejazd i błądzenie w poszukiwaniu jej.
oto przed wami małe miasteczko Kuldyga (Kuldiga) we wschodniej Łotwie. małe, zadbane, kolorowe. niesamowicie piękne. zwłaszcza wspaniale prezentowało się w późno-popołudniowym słońcu, które wlewało się żółtym światłem na ulice. moim zdaniem to zawsze najlepszy moment na fotografowanie. enjoy!
to tyle w części pierwszej. a w kolejnym odcinku między innymi: pałac w Rundale, czyli łotewski Wersal, Ryga i czym Łotwa i Estonia bogata: pełno pałaców i zamków!

0 komentarze:
Prześlij komentarz