środa, 14 grudnia 2011

roadtrip 2011: Warszawa - Helsinki, cz.2

w zachodniej łotwie, pomiędzy Kuldygą, a Rygą szukaliśmy jakiegoś taniego spania. w przewodniku był opisany jeden hostel o wiele mówiącej nazwie "hospital". był przy samej drodze i od razu go zauważyliśmy. piękny xix-wieczny (albo starszy) budynek z czerwonej cegły, z podjazdem dla karetek.
zajechaliśmy tam i otworzył nam starszy mężczyzna mówiący po rosyjsku. zaproponował nam tanie, albo bardzo tanie pokoje - jak sam je nazwał w wersji "hardkor" na szpitalnych łóżkach na kółkach... byliśmy wtedy jedynymi gośćmi w ogromnym ciemnym i zimnym budynku. pierwsze skojarzenia to od razu amerykańskie horrory. pojechaliśmy więc dalej...

przespaliśmy się w końcu w bardzo fajnych domkach na zboczu niewielkiego wzniesienia. a rano rześcy zaczeliśmy od zwiedzania pałacu Durbe w Tukums. był na obrzeżach miasta i tylko tyle i dosłownie tyle mieliśmy o jego lokalizacji napisane w przewodniku, więc kilkukrotnie okrążyliśmy miasto zanim znaleźliśmy.
a potem w parku pogryzły nas jakieś wściekłe łotewskie komary.

zawsze jestem zdania, że zwiedzanie i jazda autostradami to sprzeczność. tu, w krajach nadbałtyckich, co prawda autostrad nie ma, ale i tak starałem się (a może raczej nawigacja tak "cudownie" mnie prowadziła?) jeździć drugo, czy trzeciorzędnymi drogami. dzięki temu jadąc do Dobele przejechaliśmy przez małe miasteczko Jaunpils.
jak sama nazwa wskazuje (pils - zamek po łotewsku) znajdował się tam zamek. był nieduży, ale dobrze zachowany nad częściowo wyschniętą fosą. bardzo mi się podobał. był taki kompaktowy, zwarty. może nie bardzo warowny, bardziej jak pałac, ale naprawdę super!

kolejny zamek na naszej trasie, w Dobele, był już zupełnie zrujnowany. na szczycie wysokiej skarpy nad rzeką stały resztki murów. niestety niewiele się zachowało, a szkoda, bo zamek musiał być piękny, z ogromnym dziedzińcem i prawdopodobnie wysokimi wieżami. tu jak i w wielu innych miejscach regionu, latem organizowane są festyny i święta. ruiny ożywają, słychać gwar "dawnych" targowisk, szczękanie zbroi rycerskich i okrzyki kibicujących rycerzom podczas turniejów.


przeskoczyliśmy kilka epok jadąc dalej na południowy wschód do pałacu w Rundale. to dopiero robiło ogromne wrażenie. droga i parking kończą się daleko przed pałacem, za drzewami, przez które go wcale nie widać. dopiero po kilkunastominutowym spacerze dochodzimy do pierwszej bramy prowadzącej na zewnętrzny dziedziniec.


pierwszy, zewnętrzny dziedziniec jeszcze nie doczekał się renowacji i był zwykłym piaszczystym placem, nie przeszkadza to jednak w ogólnym odbiorze całości. 



po jego przejściu pojawił się przed nami ogromny, przeogromny pałac nazywany "łotewskim Wersalem". wstyd się przyznać, ale ze wszystkich moich podróży, żadna nie zahaczyła o Wersal, a pałac Shonbrunn widziałem kilka miesięcy po tej wycieczce. fakt, że Rundale było piękne, z ogromnym ogrodem - chyba właśnie odtwarzanym. i pogoda też zaczęła się poprawiać.



spędziliśmy tam sporo czasu, a jadąc dalej zajrzeliśmy do starszego dziadka, który w swojej stodole trzymał samochody z lat 1920-tych i 1930-tych.

między innymi ten Zaporożec ZAZ-965 w szalonym kolorze różowym, czyli jak dziadek sam to określił "barbie-maszyna".



po spotkaniu z historią, motoryzacji tym razem, wróciliśmy na szlak zamków. kolejny piękny, odrestaurowany z elegancką czerwoną dachówką i gładkimi beżowymi murami górował nad rzeką w mieście Bauska. dawny zamek krzyżacki składał się z dwóch części, z których ta nowsza była właśnie odrestaurowana i w lepszym stanie, a starszą tworzyła tylko wieża i niewielki dziedziniec.


to właśnie ze starszej części - jej szczytu, rozpościerał się widok na nową i całe miasto.


do Rygi było nam strasznie nie po drodze i zajechaliśmy jeszcze do Jełgawy (Jelgava). znajduje się tam wielki barokowy pałac, którego fasada ma długość... 150m!






żeby całość zobaczyć musieliśmy cofnąć się na drugą stronę rzeki. dopiero tam udało nam się uchwycić na jednym zdjęciu ogromny budynek.

w chwili obecnej siedzibę swoją ma tam łotewski uniwersytet rolniczy. kiedy my tam byliśmy, pałac był zamknięty, przeszliśmy tylko przez dziedziniec i uciekliśmy przed deszczem do samochodu.

w coraz większym deszczu podjechaliśmy jeszcze do centrum, gdzie mieści się dawna Akademia Petrina - xviii budynek, pierwsza szkoła wyższa na Łotwie. niestety tylko zobaczyliśmy ją w biegu pod parasolem, w największej (albo nawet jedynej) ulewie tego wyjazdu. szkoda, bo oba budynki były bardzo ładne, pałac barokowy, akademia klasycystyczna. a przynajmniej tak było napisane w przewodniku...

0 komentarze:

Prześlij komentarz